poniedziałek, 27 lipca 2015

V - Czy zawsze tak miało być?


 
 
Oto pierwszy scenariusz na tej stronie. Mam nadzieję, że wam się spodoba!
 
Parring: TY&TAEHYUNG
Rodzaj: Smutne
  
 Witam. Nie jest to kolejna miłosna historia, którą chcecie przeczytać. No dobrze, może troszkę, ale jestem pewna, że zapamiętacie ją na długo. Kim Taehyung…pamiętaj o mnie.


  Jak w zwykły monotonny dzień kiedy tylko wstałam, wzięłam szybką kąpiel, ubrałam się po czym wyszłam na spotkanie z Bangtan Boys. Tak, dobrze myślicie. Jestem ich przyjaciółką, ale nigdy nie byłam ich fanką…do pewnego momentu. Ale to już inna historia. Kiedy weszłam do wielkiego budynku BigHit Entertainment od razu dało się poczuć zapach spoconych ciał zmieszany z babeczkami, które zawsze czekały na pracowników oraz gości przy wejściu. Chwyciłam jedną i pobiegłam po schodach do sali ćwiczeń. Po cichutku otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zajęłam miejsce na jednym z kilku krzeseł i przyglądałam się tańcu chłopców. Tańczyli idealnie. Żadnych błędów i równo, a pomimo to choreograf nie szczędził im docinków. Wiem, że się nie przejmują. Widzę to, a szczególnie na twarzy zawsze roześmianego Tae, przy którym stoi jak zwykle radosny i pełny nadziei Hobi. Gdzieś w kącie siedzi poważny Namjoon. Pewnie zdenerwował się na siebie i zespół. Suga rozmawia z kimś przez telefon. Jin oczywiście coś je, Jimin dopracowuje kroki z Kookim, a inni….chwila. Czy Kookie przypadkiem cały czas się nie uśmiecha? Trochę dziwne, ale na razie dam mu spokój. I właśnie w tym momencie spotkałam się ze wzrokiem Kim Taehyunga. Nie wiem co mi się stało, ale od kilku miesięcy patrzę na niego inaczej, rumienię się gdy widzę go bez koszulki, zawsze chcę przy nim ładnie wyglądać, boję się czy nie palnę czegoś głupiego. Wcześniej się tak nie zachowywałam. Nie wiem czemu…
- Cześć___, co tam? -i nagle świat zwolnił. Nie zauważyłam kiedy on wstał i podszedł do mnie. O mój Boże. Co ja mam robić?!
-Cz-cześć, u mnie ok, a u ciebie? Widzę, że pan Son Sung Deuk dalej komentuje wasz taniec.-uśmiechnęłam się lekko.
-No tak, ale i tak żaden sobie z tego nic nie robi. -podrapał się po karku. O nie, chyba się rumienię.
-Może ja lepiej już pójdę.
-Już? Dopiero co przyszłaś.
-Skąd ty… -przerwał mi.
-Czekałem na ciebie. -uśmiechnął się zawstydzony.
-Ja…m-mogę w sumie jeszcze troszkę zostać.
-Super! -krzyknął uradowany i wziął mnie za rękę. Szybsze bicie serca.
Po następnych godzinach prób chłopcy spoceni, wymęczeni i w idealnych nastrojach wrócili do dormu. Ja także z nimi poszłam. Zaprosili mnie, żeby porozmawiać, a skończy się jak zwykle. Oni pójdą pod prysznic i spać, ja będę sprzątać. Tak było zawsze. Weszliśmy do ich mieszkania i pierwsze co rzuciło mi się w oczy? Czysto. Ani jednego zakurzonego miejsca. Brak jakichkolwiek papierków na podłodze.
-Zafundowaliście sobie pokojówkę? -zapytałam zdziwiona czystością dormu.
-No tak jakby. Każdy z nas cały tydzień sprząta.
No ładnie, pomyślałam.
-Więc co ja mam robić?
-Jak to co? Będziemy sobie rozmawiać. Psiapsióło. -powiedział Kook i objął mnie ramieniem po czym wybuchnęłam śmiechem.
-No z tobą na pewno. -powiedziałam, a ten tylko się zarumienił. Byłam z nim bardzo blisko, może dlatego, że jesteśmy w tym samym wieku.
-Dobra, koniec tego przytulania. -powiedział V. Czy on był zdenerwowany?
Przegadaliśmy całą noc, a kiedy skończyliśmy była godzina 4. Dość późna, zważając na to, że chłopcy mają wstać przed 6. Właśnie miałam się położyć, gdy usłyszałam tłuczenie w kuchni. Wyszłam z sypialni i skierowałam się w to miejsce. Moim oczom ukazała się sylwetka Tae zbierająca stłuczoną filiżankę. Podeszłam do niego i zaczęłam pomagać w zbieraniu.
-___? -zapytał zachrypniętym głosem. Skinęłam głową, żeby kontynuował.
-Bo wiesz...bardzo cię lubię.
-Ja ciebie też.
-Nie, nie rozumiesz. Ja…chyba się w tobie zakochałem.- i nagle serce przyspieszyło bicia, poczułam gęsią skórkę na całym ciele, a na policzki wstąpił rumieniec. V chwilę patrzył intensywnie na moją twarz, po czym położył swoje usta na moich. Przygryzał je lekko, gdy nagle przeszedł go dreszcz. Gwałtownie się odsunął. Otworzyłam oczy i spojrzałam na jego smutną twarz.
-Ja...przepraszam. Nie miałem prawa.
-Wszystko ok. Poza tym też cię kocham. -odpowiedziałam spokojnie. Jego oczy skierowały się w moja stronę. Przybliżył się do mnie i przytulił. Oboje poszliśmy do mojego łóżka i tam zasnęliśmy wtuleni w siebie. Gdy się obudziłam Taehyunga już nie było. Ubrałam się i wybiegłam z dormu. Wstąpiłam do sklepu, by kupić chłopcom coś słodkiego. Przechodziłam obok działu słodyczy gdy nagle usłyszałam strzał. Skuliłam się. Czekałam. Na co? Na śmierć? Próbowałam znaleźć jakieś drzwi, ale nigdzie ich nie widziałam. Zorientowałam się, że mam przecież telefon. Wykręciłam numer do Tae.
-Tak? ___? -powiedział zmęczonym głosem.
-Tae, jestem w sklepie. To chyba napad. Kocham cię, Taehyungie. -powiedziałam bliska płaczu.
-Co!?___! Nie ruszaj się, idę.
-Kochanie. Powiedz to. -łzy na dobre poleciały z moich policzków.
-Kocham cię, ____. Jadę. -po tych słowach rozłączył się. Bateria padała. Zadzwoniłam na policję. Czekałam. Usłyszałam zbliżający się radiowóz, gdy nagle zza półek wyłonił się jeden z nich.
-Kogo my tu mamy? -powiedział mężczyzna w czarnej masce, szczerząc się. -Trochę szkoda, bo taka ładna.
Strzelił. Pamiętam tylko ból w klatce piersiowej, a później stojącego nade mną Tae. Po tym umarłam. Pamiętam swój pogrzeb. Było całe Bangtan Boys, pracownicy BigHit, rodzice. Wszyscy płakali. Teraz minęły już 4 lata. Tae nie poznał żadnej dziewczyny, choć stawiałam na jego drodze już kilka. Od tego czasu nigdy się nie uśmiechnął, lecz często płakał. Pomyślałam, że zostawię mu list. Pisałam go chyba godzinę. Gdy Tae wrócił był już gotowy.
„Kochany Tae.
   Uśmiechnij się, proszę. Tęsknię za tym. Znajdź sobie jakąś super dziewczynę. Bądź szczęśliwy! Ja jestem. Jestem szczęśliwa, że mogę codziennie na ciebie patrzeć, opiekować się tobą. Przepraszam was wszystkich. To nie tak miało być.
 Kocham cię, ____”
Przeczytał ostatnie słowo, zgiął kartkę na pół i patrzył przed siebie. Zobaczyłam jego nikły uśmiech. Pierwszy od 4 lat. A później łzę spływającą po jego policzku. Usłyszałam jak uderza o ziemię. To była ostatnia łza.
-Kocham cię ____. -wyszeptał.
 

4 komentarze:

  1. O matko! Krótka historia a jaka wzruszająca. Osobiście nie wiem, czy ten zespól Bangtan Boys jest prawdziwy, czy też zmyślony. Aczkolwiek opowiadanie trafiło prosto do mojego serca, i chyba będę go pamiętać długo :)
    Zapraszam na swojego bloga: aksamitne-stronice.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy i z pewnością zajrzymy na Twojego bloga :)

      Usuń
    2. Dziękuję. Nawet nie wiesz ile takie słowa dla nas znaczą! Już zaglądam do bloga ;3

      Usuń
  2. NIE :'( V płacze nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

    OdpowiedzUsuń