Oto pierwszy scenariusz na tej stronie. Mam nadzieję, że wam się spodoba!
Parring: TY&TAEHYUNG
Rodzaj: Smutne
Witam. Nie jest to kolejna miłosna historia,
którą chcecie przeczytać. No dobrze, może troszkę, ale jestem pewna, że
zapamiętacie ją na długo. Kim Taehyung…pamiętaj o mnie.
Jak w zwykły
monotonny dzień kiedy tylko wstałam, wzięłam szybką kąpiel, ubrałam się po czym
wyszłam na spotkanie z Bangtan Boys. Tak, dobrze myślicie. Jestem ich
przyjaciółką, ale nigdy nie byłam ich fanką…do pewnego momentu. Ale to już inna
historia. Kiedy weszłam do wielkiego budynku BigHit Entertainment od razu dało
się poczuć zapach spoconych ciał zmieszany z babeczkami, które zawsze czekały
na pracowników oraz gości przy wejściu. Chwyciłam jedną i pobiegłam po schodach
do sali ćwiczeń. Po cichutku otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zajęłam
miejsce na jednym z kilku krzeseł i przyglądałam się tańcu chłopców. Tańczyli
idealnie. Żadnych błędów i równo, a pomimo to choreograf nie szczędził im
docinków. Wiem, że się nie przejmują. Widzę to, a szczególnie na twarzy zawsze
roześmianego Tae, przy którym stoi jak zwykle radosny i pełny nadziei Hobi. Gdzieś
w kącie siedzi poważny Namjoon. Pewnie zdenerwował się na siebie i zespół. Suga
rozmawia z kimś przez telefon. Jin oczywiście coś je, Jimin dopracowuje kroki z
Kookim, a inni….chwila. Czy Kookie przypadkiem cały czas się nie uśmiecha?
Trochę dziwne, ale na razie dam mu spokój. I właśnie w tym momencie spotkałam
się ze wzrokiem Kim Taehyunga. Nie wiem co mi się stało, ale od kilku miesięcy
patrzę na niego inaczej, rumienię się gdy widzę go bez koszulki, zawsze chcę
przy nim ładnie wyglądać, boję się czy nie palnę czegoś głupiego. Wcześniej się
tak nie zachowywałam. Nie wiem czemu…
- Cześć___,
co tam? -i nagle świat zwolnił. Nie zauważyłam kiedy on wstał i podszedł do
mnie. O mój Boże. Co ja mam robić?!
-Cz-cześć, u
mnie ok, a u ciebie? Widzę, że pan Son Sung Deuk dalej komentuje wasz
taniec.-uśmiechnęłam się lekko.
-No tak, ale
i tak żaden sobie z tego nic nie robi. -podrapał się po karku. O nie, chyba się
rumienię.
-Może ja
lepiej już pójdę.
-Już?
Dopiero co przyszłaś.
-Skąd ty… -przerwał
mi.
-Czekałem na
ciebie. -uśmiechnął się zawstydzony.
-Ja…m-mogę w
sumie jeszcze troszkę zostać.
-Super! -krzyknął
uradowany i wziął mnie za rękę. Szybsze bicie serca.
Po następnych
godzinach prób chłopcy spoceni, wymęczeni i w idealnych nastrojach wrócili do
dormu. Ja także z nimi poszłam. Zaprosili mnie, żeby porozmawiać, a skończy się
jak zwykle. Oni pójdą pod prysznic i spać, ja będę sprzątać. Tak było zawsze.
Weszliśmy do ich mieszkania i pierwsze co rzuciło mi się w oczy? Czysto. Ani
jednego zakurzonego miejsca. Brak jakichkolwiek papierków na podłodze.
-Zafundowaliście
sobie pokojówkę? -zapytałam zdziwiona czystością dormu.
-No tak
jakby. Każdy z nas cały tydzień sprząta.
No ładnie, pomyślałam.
-Więc co ja
mam robić?
-Jak to co?
Będziemy sobie rozmawiać. Psiapsióło. -powiedział Kook i objął mnie ramieniem
po czym wybuchnęłam śmiechem.
-No z tobą
na pewno. -powiedziałam, a ten tylko się zarumienił. Byłam z nim bardzo blisko,
może dlatego, że jesteśmy w tym samym wieku.
-Dobra,
koniec tego przytulania. -powiedział V. Czy on był zdenerwowany?
Przegadaliśmy
całą noc, a kiedy skończyliśmy była godzina 4. Dość późna, zważając na to, że
chłopcy mają wstać przed 6. Właśnie miałam się położyć, gdy usłyszałam
tłuczenie w kuchni. Wyszłam z sypialni i skierowałam się w to miejsce. Moim
oczom ukazała się sylwetka Tae zbierająca stłuczoną filiżankę. Podeszłam do
niego i zaczęłam pomagać w zbieraniu.
-___? -zapytał
zachrypniętym głosem. Skinęłam głową, żeby kontynuował.
-Bo wiesz...bardzo
cię lubię.
-Ja ciebie
też.
-Nie, nie
rozumiesz. Ja…chyba się w tobie zakochałem.- i nagle serce przyspieszyło bicia,
poczułam gęsią skórkę na całym ciele, a na policzki wstąpił rumieniec. V chwilę
patrzył intensywnie na moją twarz, po czym położył swoje usta na moich.
Przygryzał je lekko, gdy nagle przeszedł go dreszcz. Gwałtownie się odsunął.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na jego smutną twarz.
-Ja...przepraszam.
Nie miałem prawa.
-Wszystko
ok. Poza tym też cię kocham. -odpowiedziałam spokojnie. Jego oczy skierowały
się w moja stronę. Przybliżył się do mnie i przytulił. Oboje poszliśmy do
mojego łóżka i tam zasnęliśmy wtuleni w siebie. Gdy się obudziłam Taehyunga już
nie było. Ubrałam się i wybiegłam z dormu. Wstąpiłam do sklepu, by kupić
chłopcom coś słodkiego. Przechodziłam obok działu słodyczy gdy nagle usłyszałam
strzał. Skuliłam się. Czekałam. Na co? Na śmierć? Próbowałam znaleźć jakieś
drzwi, ale nigdzie ich nie widziałam. Zorientowałam się, że mam przecież
telefon. Wykręciłam numer do Tae.
-Tak? ___? -powiedział
zmęczonym głosem.
-Tae, jestem
w sklepie. To chyba napad. Kocham cię, Taehyungie. -powiedziałam bliska płaczu.
-Co!?___!
Nie ruszaj się, idę.
-Kochanie.
Powiedz to. -łzy na dobre poleciały z moich policzków.
-Kocham cię,
____. Jadę. -po tych słowach rozłączył się. Bateria padała. Zadzwoniłam na
policję. Czekałam. Usłyszałam zbliżający się radiowóz, gdy nagle zza półek
wyłonił się jeden z nich.
-Kogo my tu
mamy? -powiedział mężczyzna w czarnej masce, szczerząc się. -Trochę szkoda, bo
taka ładna.
Strzelił.
Pamiętam tylko ból w klatce piersiowej, a później stojącego nade mną Tae. Po
tym umarłam. Pamiętam swój pogrzeb. Było całe Bangtan Boys, pracownicy BigHit,
rodzice. Wszyscy płakali. Teraz minęły już 4 lata. Tae nie poznał żadnej
dziewczyny, choć stawiałam na jego drodze już kilka. Od tego czasu nigdy się
nie uśmiechnął, lecz często płakał. Pomyślałam, że zostawię mu list. Pisałam go
chyba godzinę. Gdy Tae wrócił był już gotowy.
„Kochany
Tae.
Uśmiechnij się, proszę. Tęsknię za tym. Znajdź
sobie jakąś super dziewczynę. Bądź szczęśliwy! Ja jestem. Jestem szczęśliwa, że
mogę codziennie na ciebie patrzeć, opiekować się tobą. Przepraszam was
wszystkich. To nie tak miało być.
Kocham cię, ____”
Przeczytał
ostatnie słowo, zgiął kartkę na pół i patrzył przed siebie. Zobaczyłam jego
nikły uśmiech. Pierwszy od 4 lat. A później łzę spływającą po jego policzku.
Usłyszałam jak uderza o ziemię. To była ostatnia łza.
-Kocham cię
____. -wyszeptał.

O matko! Krótka historia a jaka wzruszająca. Osobiście nie wiem, czy ten zespól Bangtan Boys jest prawdziwy, czy też zmyślony. Aczkolwiek opowiadanie trafiło prosto do mojego serca, i chyba będę go pamiętać długo :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na swojego bloga: aksamitne-stronice.blogspot.com
Bardzo dziękujemy i z pewnością zajrzymy na Twojego bloga :)
UsuńDziękuję. Nawet nie wiesz ile takie słowa dla nas znaczą! Już zaglądam do bloga ;3
UsuńNIE :'( V płacze nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
OdpowiedzUsuń